Presja - motywator czy hamulec? Jak wpływa na Twoją pracę?

Presja – motywator czy hamulec? Jak wpływa na Twoją pracę? [#077]

przez Agata Ludwiczak
Czas czytania: 30 min

Ryszard Kulik w książce „Wystarczająco dobre życie” pisze: „Nawet jeśli poradziliśmy sobie z wieloma zagrożeniami i żyjemy w coraz większym komforcie, to przecież cierpienie ciągle jest naszym fundamentalnym doświadczeniem egzystencjalnym. Ciągle jesteśmy z czegoś niezadowoleni. Ciągle chcemy więcej, a zatem wciąż towarzyszy nam niespełnienie, które jest elementem cierpienia”. Zapraszam Cię na odcinek o presji – o tym, co nam zabiera i w jaki sposób to odzyskać.

Posłuchaj odcinka i zapisz się: Spotify | Apple Podcasts | Google Podcasts | YouTube | RSS | wszystkie platformy

Wymienione w tym odcinku

Warto sprawdzić

Podkast do czytania

W tym odcinku

Moja presja wewnętrzna

Oczywiście do tego tematu, a jakżeby inaczej, zainspirował mnie mój własny mózg i moja presja wewnętrzna, pominąwszy przeróżne czynniki zewnętrzne, bo nie o tym chcę ten odcinek, nie bez powodu. To nad tą presją wewnętrzną co do zasady mamy najwięcej kontroli i nie mam przez to na myśli, że to jest łatwe i zawsze do wykonania ot tak, na pstryknięcie palcami, żeby sobie z tą presją poradzić. No nie, absolutnie nie.

Jeśli znasz temat ze swojego własnego doświadczenia, a odcinek na przykład o przymusie robienia więcej i takiej też presji, ale żeby ciągle coś robić też już się pojawił. Tamten odcinek też mocno, drodzy Słuchacze, drogie Słuchaczki, mocno przemówił, że się z tym utożsamiacie.

Obstawiam, że nie jestem sama ze swoimi trudnościami w radzeniu sobie z presją w pracy. Nawet jeśli tej presji z zewnątrz nie ma albo jest jakaś taka mniejsza, to my tam sobie potrafimy do pieca dowalić. Dzisiaj chcę pogadać o tym, dlaczego to jest takie, delikatnie mówiąc, destrukcyjne i dlaczego to sprawia, że tak naprawdę jest coraz gorzej. Być może z tego weźmiecie dla siebie coś jako taki action item, jako taką rzecz do zrobienia, gdzie tu się zatrzymać i jak sobie z tym poradzić.

No bo zobaczcie, nie wiem w którym roku się urodziłeś/urodziłaś. Ja jestem pokoleniem lat dziewięćdziesiątych. Mówi się, że milenialsi. To jest taki czas, gdzie mówiło się o tym, żeby pracować dużo i wydajnie, w sensie jak już podrośliśmy. Chociaż mam wrażenie, że w szkole jak się człowiek uczył, to też był duży nacisk na wyniki, wyniki, wyniki. W szkole oceny.

Jest tutaj trochę takiej mojej frustracji, być może nawet to słyszysz w głosie. Pewnie to jest temat jeszcze na inny odcinek. Lekko sobie hejtuję to podejście, ale nie chcę go teraz rozwijać, bo zdaję sobie sprawę, że można podejść do tematu inaczej po prostu.

Duże nastawienie na wynik

Zamykając dygresję pączkującą – duże nastawienie na wyniki, na wydajność w pracy, to jest taki sposób myślenia, w którym wiele osób z mojego pokolenia wyrosło. No i to myślenie tworzy całkiem dużą presję.

Zwykle, żeby osiągać duże wyniki i być bardzo wydajnym, bardzo skutecznym, przynajmniej w tym takim stereotypowym trochę rozumieniu, w takim płytkim rozumieniu, to trzeba dużo pracować. To trzeba cisnąć, to trzeba hustlować.

Oczywiście, jeśli słuchasz tego podcastu, to na poziomie świadomym my zdajemy sobie sprawę, że na dłuższą metę to nie jest podejście, które sprawia, że będziemy się dobrze czuć, bo prawdopodobnie skończymy z chronicznym stresem, ze skupieniem na poziomie -10, w skali od 0 do 10. Być może przypłacimy to jeszcze depresją, bezsennością i innymi jakże przyjemnymi rzeczami.

Ale to na poziomie świadomym. A mamy jeszcze przecież bardzo dużo zachowań, takich trochę bardziej autopilotowych, które wynikają na przykład z naszych przekonań. Z przekonań, które tkwią głęboko w nas i bardzo często nie zdajemy sobie z nich sprawy.

A te przekonania sprawiają, że w pewien określony sposób się zachowujemy w odpowiedzi na jakiś bodziec z zewnątrz. To może być sytuacja, to może być jakieś uczucie, które się pojawiło w wyniku czegoś. No i tak to się dzieje.

Jak to może być w przypadku presji? Wezmę taki przykład znany z mojej głowy. Wiecie, najlepsze znane przykłady to są własne, bo znamy je w szczegółach, także na poziomie emocjonalnym. Powiedzmy, że pracuję, sobie pracuję i pojawia mi się takie poczucie, że pracuję za wolno, że to mogłabym szybciej robić.

No i zaczynam odczuwać presję i taką powinność, żeby być może podkręcić tempo pracy. Abstrahujemy od tego, w jaki sposób to miało być robione, kiedy pracujemy umysłowo, tak na zawołanie, abstrahujemy od tego.

Spoiler – na pstrykniecie to raczej nie jest do zrobienia, ale pomińmy. Rośnie presja, no i rośnie też jakiś taki z tyłu stres się pojawiający w głowie. No bo skoro pojawiła mi się ta myśl, że mogłabym przyspieszyć, że robię za wolno to znaczy, że tak… I tu właśnie dochodzimy na przykład do jakiegoś przekonania, które możemy wyłapać, że może jestem niewystarczająca w tej pracy.

Kiedy rośnie stres, trudniej nam się skupić

Kiedy rośnie stres, rośnie napięcie, to trudniej się skupić na tym, co właśnie teraz robimy. No z różnych powodów. Najprostszym, najbardziej banalnym powodem jest to, że nasze myśli się rozpraszają. Nasze myśli krążą też wokół tego, że robimy za wolno. No paradoks.

Nie da się myśleć o dwóch rzeczach jednocześnie. Jeśli wydaje nam się, że myślimy o dwóch rzeczach jednocześnie, to myślimy o nich prawdopodobnie na zmianę. Natomiast przerzutność uwagi polega na tym, że potrafimy bardzo szybko zmieniać te wątki, przez co one mogą sprawiać takiego wrażenie wręcz równoległego działania.

Czyli że ja jednocześnie myślę o tym, że powinnam robić coś szybciej i niby myślę o tym temacie, którym się teraz zajmuję w pracy, o tym zadaniu, na którym powinnam się teraz skupić. Jeśli dobrze poćwiczymy uważność, to…

Nie wiem czy wszystkie mózgi tak mają, ale to ja potrafię zauważyć na przykład jak ta przerzutność zaczyna działać. Jeśli to jest jakiś temat, który brzmi tobie znajomo, to możesz zrobić sobie taki eksperyment i zobaczyć, czy zaczniesz wyłapywać, że to nie jest tak, że te myśli idą dwoma torami jednocześnie obok siebie, tylko że to jest ten sam tor, tylko one się po prostu zmieniają i są na zmianę.

Chociażby z tego powodu tracimy całkiem sporo już wtedy zasobów i jeszcze bardziej trudno nam po prostu wykonywać tę pracę, od której się zaczęło, bo byliśmy w pracy i chcieliśmy, chciałyśmy coś robić.

W związku z tym wykonujemy to, co nam się wydawało, że robimy wolniej, prawdopodobnie faktycznie troszeczkę wolniej albo w pewnym momencie przestajemy robić i zaczynamy robić coś łatwiejszego albo coś co nie dotyczy bezpośrednio pracy. Na przykład wchodzimy na Instagrama albo na YouTube. Niektórzy też lubią przeglądać sobie jakieś giełdowe rzeczy, bankowe rzeczy, gospodarcze rzeczy.

To jest pewnego rodzaju ucieczka od dyskomfortu. No bo wyobraźmy sobie, albo nawet nie musimy sobie wyobrażać, może sobie przypominamy, że mierzenie się z takimi myślami rodzi dyskomfort.

Mózg nie ma interesu w tym, żeby znosić dyskomfort

A co do zasady – mózg nie ma żadnego interesu w tym, żeby znosić dyskomfort, bo on chce o nas dbać, więc raczej będzie unikał dyskomfortu. Mentalna ucieczka chociażby od takiego miejsca, środowiska, które powoduje ten dyskomfort, które powoduje jakieś nieprzyjemne uczucia, to to jest właśnie sposób też radzenia sobie z tą sytuacją. Czasem jest tak, że okej, poprokrastynujemy i robimy rzeczy na ostatnią chwilę.

Bardzo często jest tak, że ba, nawet wyrabiamy się w tym czasie, który był deklarowany albo w którym my sobie zaplanowaliśmy, że coś zrobimy. No i uff, świat się nie dowiedział, że ja tak mam. Świat się nie dowiedział, że ja po prostu zawalam robotę.

Oczywiście ja teraz mówię o myślach z naszej głowy, bo świat w ogóle nie musi oceniać nas w tej kategorii. Świat najczęściej nie myśli o nas tyle, ile nam się wydaje. Jako świat rozumiem tych innych ludzi, którzy mieliby ocenić naszą pracę. Ktoś tam pewnie ocenia naszą pracę, jeśli pracujesz na przykład dla kogoś.

Natomiast nikt nie ma zrzutu myśli z twojej głowy. Nikt nie ma prawdopodobnie zrzutu w postaci wideo, jak wyglądał dzień Ani, Kasi czy Tomka. I że Ania, Kasia czy Tomek w ciągu dnia mierzyli się ze sobą, ze swoimi myślami i na przykład z utrudnioną koncentracją.

Jednak to, co najczęściej się patrzy, to są te wyniki, te rezultaty, od których w sumie się zaczął w ogóle ten podcast. Zresztą są nawet badania na ten temat. Mam nadzieję, że nie kręcę teraz nazwiska, bo przypomniało mi się to tak teraz spontanicznie. Gloria Mark ze swoim zespołem robili takie badania, że to nie do końca jest tak, że osoby, które prokrastynują później dowożą swoje tematy.

Czasem one dowożą w takim samym tempie jak osoby, które prokrastynują mniej albo nawet w nieco krótszym. Problem w tym, że ten koszt, który ponoszą, jest duży. To jest koszt związany ze stresem, z większym napięciem, z gorszym samopoczuciem, z większym zmęczeniem. Na dłuższą metę jest to gra nie warta świeczki.

Jeśli nie robimy, jeśli prokrastynujemy albo tak przesuwamy jak najbliżej tego terminu, kiedy faktycznie coś trzeba zrobić, to mogą się pojawiać różne emocje. Być może niektórzy myślą, że uff, ulga, zdążyłem, zdążyłam.

Jaki koszt ponosisz?

Pytanie: jaki koszt się poniosło po drodze? Jeśli myślisz, że ja teraz teoretyzuję, to nie, to są też znane mi myśli – czy z przeszłości, czy teraz, bo ja się posługuję różnymi przykładami. Jeśli myślisz, że tylko ty tak masz, to już teraz na podstawie tego podcastu wiesz, że są przynajmniej dwie takie osoby, czyli ja i ty.

Mogą się też pojawić oczywiście wyrzuty sumienia, jakaś złość, że kurde, te dni tak wyglądają do bani albo że po prostu nie mogę sobie ze sobą poradzić. Może być też tak, że obiecujesz sobie, że następnym razem to jakoś inaczej to zrobisz, że coś wymyślisz i ograsz po prostu ten temat, żeby być w stanie się skupić jakoś dobrze, porządnie i no cacy będzie. Jutro już tak będzie.

Kiedy pojawiają się takie silne emocje, to wiele osób może mieć tak, że one nas wyczerpują. Nie wiem, kto ma ogarniętą super regulację emocjonalną, to pewnie ten temat nie jest jakiś taki bardzo palący. Natomiast obstawiam, nie chcę powiedzieć, że mam przekonanie graniczące z pewnością – tak widzę, że to wcale nie jest taki łatwy temat.

Jak już te emocje się pojawiają, to jednak, żeby sobie z nimi jakoś poradzić, to mamy różne strategie i nie wszystkie są super sprzyjające, więc to nie jest tak, że na pstryknięcie palcami już nam to wszystko mija i w ogóle nas to nie męczy, nie wyczerpuje nam zasobów.

Zasobów rozumianych jako dobrostan taki fizyczny, że my się fizycznie dobrze czujemy, że my się też psychicznie dobrze czujemy. Zasoby to jest też taki stan spokoju w głowie. Zasobem jest to, że się jest fajnie wyspanym, że się jest najedzonym, nawodnionym. Jest też taki brak przeciążenia i przebodźcowania w głowie.

A zwróćmy uwagę – jeśli wcześniej formą ucieczki od tej nieprzyjemnej sytuacji na przykład w pracy czy podczas robienia czegoś, że nie idzie mi tak, jak bym chciała i mam poczucie, że po prostu to wszystko idzie wolno i generalnie jestem do bani w tej robocie. A w ogóle to się zaraz wyda, że jestem taka do bani.

Żadna z tych rzeczy nie musi w ogóle trącać prawdziwością. Bo to jest wszystko, na zasadzie mi się wydaje i ja tak czuję. No to jeśli jako sposób radzenia sobie z tą sytuacją zastosujemy ucieczkę w postaci social mediów, na przykład, to tego przeciążenia później może być więcej.

Ja Ci nie powiem zerojedynkowo, że to jest zła strategia, bo to może być najlepsza dla Ciebie dostępna w tym momencie w Twojej sytuacji. Najlepsza strategia na to, żeby sobie po prostu poradzić jakoś w tej sytuacji.

Ale faktem jest to, że to nie sprawia, że jesteśmy tak co do zasady mniej przeciążeni, bo wiemy jak szybko się te treści zmieniają i jak dużo w jednostce czasu mózg informacji przetwarza, kiedy korzystamy z takich stron.

Zasoby są też związane z tym, że nie mamy aktualnie jakiejś sytuacji granicznej. Na przykład, że bliska nam osoba nie jest w skrajnie złym stanie zdrowotnym chociażby. Każda taka sytuacja będzie wpływała na to, jak my się czujemy.

Obniżony dobrostan – gorsze radzenie sobie z presją

Im więcej jest takich trudnych sytuacji albo takich czynników, które obniżają nam szeroko rozumiany dobrostan – czy to psychiczny, czy fizyczny, a właściwie powinnam mówić psychofizyczny, bo nie da się fizyczności zupełnie oddzielić od psychiki, psychiki od ciała, to tym gorzej będziemy radzić sobie z presją, od której wyszłam w ogóle w tym odcinku.

I teraz można zadać sobie pytanie, jak radzić sobie z taką presją, jak sprawiać, żeby tych zasobów było więcej. Pozwolę sobie zacząć od takiego bardzo fajnego cytatu Ryana Holidaya z książki „Ego to twój wróg”: „Zrozumiałem, że napęd i przymus, które pozwoliły mi tak szybko odnieść sukces, mają swoją cenę. Zapłaconą też przez wielu innych. Ważna była nie tyle ilość pracy, ile jej przesadne znaczenie w mojej wizji siebie.”

Zmniejsz ważność pracy w swoim życiu

Pierwszą rzeczą, która mi przychodzi do głowy, to jest właśnie zmniejszenie ważności pracy w swoim życiu. Wiem, jak to szalenie może wręcz brzmieć dla kogoś, kto deklaratywnie uwielbia swoją pracę i faktycznie być może uwielbia też swoją pracę, jakby nie mi to podważać.

Problem w tym, że jeśli praca staje się całym życiem, to bardzo łatwo jest zacząć definiować swoją tożsamość przez jej pryzmat. A sęk w tym, że co do zasady człowiek to jest coś więcej niż zawód, który wykonuje. To jest coś więcej niż profesja, której się wyuczył – czy to w szkole, czy to poza szkołą. To jest coś więcej niż ta czynność, która zajmuje mu najwięcej w ciągu tygodnia.

O ile się wysypiasz, to prawdopodobnie czynnością, na której spędzasz najwięcej czasu to jest jednak sen. To w sumie dobrze by było, gdyby to był jednak sen. Czy ktoś definiuje swoją tożsamość poprzez spanie? Nie wiem, może. [śmiech] Może to by było pozytywniejsze niż definiowanie mi poprzez pracę, gdzie krytyka może się całkiem nieźle człowiekowi odpalić i właśnie ta presja tytułowa.

No właśnie, rozumiesz do czego zmierzam. To niekoniecznie jest wyznacznikiem i naprawdę człowiek to jest coś więcej niż swoja praca. Jak to bardzo fajnie ujął Bertrand Russell: „Jednym z objawów zbliżania się do załamania nerwowego jest przekonanie, że twoja praca jest niezwykle ważna”.

I tak, być może pełnisz bardzo ważną funkcję w firmie, być może ratujesz życie innym ludziom. I tak, twoja praca ma znaczenie całkiem duże dla ludzi, dla ciebie i tak dalej. Ale to jest trochę tak jak z kołem.

Pamiętam, że na jednym ze szkoleń, takich rozwojowych, już trochę na takie szkolenia nie jeżdżę, już wysyciłam ten temat, ale czasami metafory na nich naprawdę były bardzo, bardzo celne. Jeśli weźmiemy koło, nawet takie co jeździ – jeśli koło podzielisz na obszary w swoim życiu, jeśli te wycinki, jeśli chodzi o wielkość, będą odpowiadały temu, jak ważny jest ten temat w twoim życiu albo jak dużo przestrzeni zabiera w twoim życiu.

Powiedzmy że praca to jest połowa twojego życia, to jeśli coś się w tym jednym obszarze zawali, to pytanie, co się stanie z kołem? Czy to koło będzie w stanie dalej pojechać? Może nie tak płynnie, bo wycinek koła jest stracony, być może nie tak płynnie, ale czy jest w stanie pojechać?

Jeśli praca stanowi 50% twojego życia, niekoniecznie rozumianego jako czas, bardziej jako myśli, uwaga, czy znaczenie w wizji siebie czy swojego życia, to połówką koła nidrydy – nie pojedziesz. Nie ma szans po prostu. Nie pojedziesz.

Bardzo mi się spodobała to porównanie, to zobrazowanie tego, jak ważne potrafi być poświęcanie uwagi po prostu różnym obszarom swojego życia. Jeśli jeden zaczyna bardzo, bardzo dominować w naszej uwadze przez na przykład dłuższy czas – nie mówię o takiej sytuacji, gdzie zmieniasz branżę albo właśnie się kształcisz i siłą rzeczy to jest obszar, który po prostu zajmuje Twoją uwagę, To jest pewien element drogi.

Mówię o sytuacji, gdzie masz jakoś względnie ustabilizowane to swoje życie i jest jakaś codzienność. Myślę, że się rozumiemy tutaj. No to wtedy to porównanie, ta analogia ma moim zdaniem bardzo dużo sensu.

Jeśli myślisz inaczej albo masz inną perspektywę, to podziel się nią ze mną w komentarzach.

Życie to nie tylko praca

W dbaniu o zasoby bardzo pomaga to, żeby życie składało się z różnych elementów, nie tylko z pracy. I to też ma sensowne podwaliny psychologiczne. Jeśli być może pamiętasz z innych odcinków, nieraz już wspominałam o teorii autodeterminacji Eda Deciego i Richarda Ryana, która mówi o tym, że człowiek ma takie trzy podstawowe potrzeby psychologiczne – kompetencję, autonomię i przynależność.

Ich zapewnienie, zadbanie o te potrzeby sprawia, że fajniej nam się żyje, że mamy lepszy poziom motywacji i że generalnie mamy się lepiej. Nie zawsze jest tak, że pracą jesteśmy w stanie zapewnić sobie wszystkie te trzy potrzeby.

Inną rzeczą jest myślenie o sobie nie tylko przez pryzmat pracy i wiem, że może troszeczkę brzmieć podobnie do poprzedniego punktu, ale jest czymś innym. To jest wątek, który dosyć wyraźnie się pojawił ostatnio na mojej terapii. Ja potrafię myśleć o sobie przez pryzmat pracy, żeby było jasne, nie jesteś sam/sama w tym myśleniu, jeśli to Ciebie dotyczy.

Czy jestem wystarczająca?

Moja psychoterapeutka zaczęła mi zadawać pytanie, co dobrego powiedziałyby osoby z mojego najbliższego otoczenia o mnie. O mnie na przykład we wspólnej relacji. Nie powiem, pytanie było dziwne, ale zaczęłam pewne rzeczy wymieniać, które wiem od tych osób, że one myślą na przykład o naszej relacji w ten sposób albo myślą o mnie czy postrzegają mnie w jakiś taki sposób.

Jeśli Ty masz teraz taką myśl, że nic dobrego o Tobie nie powie, to jeśli tak myślisz, to może zapytaj osobę, która jest Ci najbliższa. To często wcale nie jest rodzina. To czasami są znajomi, którzy nie wykazują krytycznych zachowań w naszym kierunku. To tak na boku dodam. Czasami bardziej warto znajomych zapytać.

Prawdopodobnie przekonasz się, że jest inaczej niż Ci się wydawało, że te osoby inne trochę inaczej nas postrzegają niż my sami siebie. Szczególnie jeśli jesteś właśnie w podobnym sosie co ja, czyli że z tą presją i z tym samokrytycyzmem to tak człowiek trochę potrzebuje się poukładać inaczej i pewne rzeczy sobie przepracować, żeby było lepiej na co dzień. Albo to czasami zależy też od dnia.

No i ja zaczęłam wymieniać te wszystkie rzeczy. Psychoterapeutka tak słucha i mówi: no widzi pani, to nie jest tak, że nie jest pani wystarczająca. Do takiego przekonania doszłyśmy, że pojawia mi się gdzieś tam na głębokim poziomie właśnie taka myśl, że nie jestem wystarczająca.

Myślę sobie przez pryzmat mojego myślenia o pracy, które jest wywołane presją wewnętrzną, intensywnym krytycyzmem, moimi wyśrubowanymi oczekiwaniami, które w pracy mają super pożywkę u milenialsów. Tam wysokie oczekiwania względem siebie i swojej pracy to potrafią rosnąć pięknie.

No i nagle się okazało, że okej, to to moje przekonanie trochę się poluzowało, bo właśnie zaczęłam widzieć siebie troszeczkę dalej niż ja w pracy. Jeszcze jestem ja poza pracą – ja jako żona, ja jako kumpela, ja jako opiekunka psa, ja jako podcasterka, ja jako osoba zaangażowana w temat skupienia, edukatorka, osoba, która się dzieli swoim doświadczeniem, która chce włożyć coś dobrego do tego świata.

Nagle się okazuje, że okej, to ja jestem trochę czymś więcej. To co pozwala wejść w ten temat głębiej, to jest zauważanie w ogóle takich myśli. Czyli jak zaczęłam opowiadać na początku tego odcinka o presji, to właśnie mogą być na przykład takie myśli w Twojej pracy, że robisz coś za wolno, albo że ciągle mogłabyś coś poprawić, albo ciągle mógłbyś coś jeszcze więcej od siebie dać.

I wiesz co? To może być prawda, że ty być może w stosunku do czyichś tam oczekiwań albo jakichś standardów – kto wie, może ktoś by powiedział, że robimy za wolno. Może ktoś by powiedział, że można by było zrobić coś tam.

Ale różnica między tym, kiedy to jest dobre i wspierające, a kiedy jest ściągające w dół, opiera się na tym, co ta presja tobie robi i jaki komfort za tym myśleniem jest. Jeśli moje wielkie oczekiwania i moja chęć na przykład na uczynienie jakiejś rewolucji w świecie, moja jakaś wizja i te moje oczekiwania, bo głównie to się wiąże z jakimiś oczekiwaniami, sprawia, że ta presja mnie blokuje, a nie zachęca do działania, nie ułatwia działania, tylko wręcz utrudnia, bo moje myśli się odciągają od pracy, bo ja zaczynam zastanawiać się, jaka ja jestem w tej pracy.

Zaczynam myśleć, że na przykład właśnie robię za wolno albo robię niewystarczająco dobrze, chociaż nikt nie musiał mi nic powiedzieć. I być może robota idzie do przodu, ale chodzi o to, co się dzieje w naszej głowie.

Jeśli właśnie te myśli są hamujące i utrudniające działanie, to to właśnie znaczy, że ten poziom presji już przeskoczył ten punkt, który jeszcze jest dla nas okej. Żeby była jasność – presja też może mieć swoją dobrą funkcję, tylko presja na takim odpowiednim poziomie, który jest przez nas tolerowany w dobry sposób.

Odpowiedni poziom presji motywuje

Odpowiedni poziom presji może nas w pewnym sensie motywować do działania. Może podnosić skupienie poprzez podnoszenie pobudzenia. Wiem, jak to zdanie mogło brzmieć, trochę zawile.

Żeby być w stanie fajnie działać, lepiej skupić się na tym, co mamy do zrobienia nie może być za nudno, bo wtedy to przysypiamy i nam się nie chce. Ale nie może być też za bardzo, w sensie na przykład zbyt emocjonująco, bo w ten sposób przekraczamy pewien taki optymalny pułap, który pozwala nam działać fajnie.

Wtedy niektórzy mówią, że jest taki lekki stresik, ale tutaj kurde, robimy i jest fajnie. No to wtedy to super, to ekstra. Ale jak się już zaczyna robić tak, że nam te bitki nieco opadają i zaczyna się wkładać właśnie takie niezdrowe w tym kontekście zdenerwowanie, że nie damy rady, bo robimy za wolno. Jakiekolwiek tu myśli mogą być, No to już tu było za dużo.

Jeszcze chciałam nawiązać do jednej rzeczy i chciałam się podzielić z tobą taką praktyczną rzeczą, która mi trochę pomaga – mi jako osobie, która … Otym też powinnam nagrać odcinek pewnie. Nigdy nie otrzymałam diagnozy pracoholizmu, natomiast jeśli przyjmiemy, że blisko pracoholizmu jest taka definicja, że człowiek jest tak sfokusowany na pracy, że ponosi pewne koszty społeczne, psychiczne czy zdrowotne w wyniku tego, że dużo pracuje, to na pewno już dawno byłam w tym miejscu.

Potrzebowałam na przełomie lat po prostu sobie jakieś strategie własne… Nie tyle potrzebowałam, co chciałam, bo te koszty przestały mi się oczywiście podobać. Presja też ma w tym duży tutaj udział. Chciałam ci podrzucić takie rzeczy, które ja robiłam czy robię, które sprawiają, że mam trochę więcej życia poza pracą.

Mam więcej rzeczy, które sprawiają, że koło, o którym wspominałam, ma trochę więcej wycinków, więc jeśli któryś z nich mi siądzie, na przykład okresowo, coś się niefajnego dzieje, to generalnie w życiu mam się lepiej. Jest łatwiej radzić sobie na co dzień.

Moje życie poza pracą

To życie poza pracą, to w moim przypadku są treningi. Może wiesz, a może nie wiesz – trenuję siłowo na siłowni 2-3 razy w tygodniu. Sztagi, moja miłość absolutna. Aktualnie jestem na etapie ćwiczenia, żeby raz się podciągnąć na drążku. Haha. Serio, dużo czasu to zajmuje.

Jednak ten profil hormonalny kobiecy i budowa, że w górze ciała mamy trochę mniej mięśni, a na dole trochę więcej i dół jest cięższy – biologia sprawia, że dojście do jednego podciągnięcia jest trochę większym wyzwaniem niż u panów.
 No ale właśnie, to też zajmuje w pewnym sensie moją uwagę, jakieś moje własne treningowe cele.

Oczywiście książki. Książki związane z tym, co tutaj w podcaście robię, ale też niezwiązane właściwie z żadną rzeczą, której poświęcam więcej czasu w ciągu tygodnia. W tę stronę też trochę bardziej w ostatnim czasie staram się iść. żeby nie były tylko książki psychologiczne wokół psychologii, wokół tych tematów, które poruszam tutaj w podcaście.

Nadal one wiodą prym, ale chcę to trochę dywersyfikować. Nazwijmy to taką dywersyfikacją. Wszystkie te rzeczy, o których tutaj mówię. Oczywiście jest też pies Tedi. Być może kojarzysz z Instagrama czy z jakichś innych miejsc. Absolutnie uwielbiam tego zwierzaka i w ogóle zwierzaki to moja ogromna miłość, więc też chętnie czytam jakieś rzeczy o psach. Pies też wymaga wiadomo uwagi i poświęcenia mu czasu, więc to jest taki istotny element.

Staram się też możliwie często spotykać ze znajomymi, co znów pociąga za sobą taką rzecz, że trzeba w jakiś sposób tym harmonogramem tygodnia tak zarządzać, żeby czas na te spotkania się pojawił. Ja mam tak, że bardzo lubię spotkania jeden na jeden. One są dla mnie najatrakcyjniejsze i zwykle do takich dążę, zwykle takie wybieram.

Jeśli ma się trochę więcej znajomych – ja nie mam jakoś super dużo, ale masz kilka osób chociażby, które znasz, to spotkanie się z każdą osobą jeden na jeden to już zajmuję trochę przestrzeni.

Poza siłownią staram się też w pewnym sensie urozmaicać sobie tę aktywność fizyczną, bo nadal większość rzeczy, którymi ja się zajmuję w ciągu tygodnia, są związane z siedzeniem przed komputerem.

Wszystko co robię w sieci jest związane z siedzeniem. Jeśli słuchasz podcastu dłużej, to wiesz, że mam bieżnię pod biurko. Natomiast nie jest tak, że chcę chodzić cały dzień po tej bieżni czy jest dla mnie komfortowe chodzić cały dzień po tej bieżni.

No i nie ma się co czarować – jeśli się wykonuje taką pracę jak moja. Mówię o tej głównej, jeśli się programuje, a jeśli poza programowaniem jeszcze tworzy się jakieś swoje kursy czy nagrywa podcasty, to siłą rzeczy przed tym komputerem spędzasz po prostu więcej czasu.

A pod kątem zdrowotnym, zarówno fizycznym, jak i psychicznym, przydałoby się tego ruchu więcej. Szczególnie teraz, kiedy jest ciepło, to szukam jak najwięcej okazji do tego, żeby ruszyć gdzieś w las, ruszyć się więcej rowerem, porobić cokolwiek innego, żeby tej aktywności fizycznej różnej było więcej. Robię to intencjonalnie.

Nie porównujmy się

Jeśli masz na przykład dzieci albo masz inną swoją sytuację domową i nie możesz sobie na to pozwolić, to bardzo proszę nie porównuj siebie do innych osób czy do mnie w ten sposób, no bo każdy z nas ma inną codzienność. Tutaj się zastanawiamy nad tym: co zrobić, żeby moje życie nie składało się tylko z samej pracy i z obowiązków domowych? No to przyjmujemy filtr własnego życia, a nie życia innych ludzi i własnych możliwości.

Lubię to zawsze podkreślić, bo zdaję sobie sprawę, co się może w głowach uruchomić, tak? Coś mi się w tym podcaście odpaliło, kończenie zdań na „tak”. Agata będzie miała trochę wycinania, ale no właśnie, nie podoba mi się to.

Ale nie chcę robić sobie presji na to, że coś mi się dziwnego odpaliło w głowie, ale potrzebuję się zastanowić w jaki sposób zrobić tak, żeby jednak tego nie mówić. No i oczywiście nagrywam podcast, tak? Kurde. „Tak?” No tak, nagrywam podcast. Jejku.

Nagrywam podcast, jest to fajna dla mnie odskocznia od problemów, z którymi się mierzę w trakcie programowania. Jest to też fajna rzecz dla mojego mózgu, który lubi dużo rzeczy przemyśliwać, żeby móc się z wami nimi podzielić, żeby one się po prostu niosły dalej w świat.

A jak mam jeszcze odpowiedź jakąś zwrotną od Was – czy to w postaci maila, czy komentarza na YouTubie, czy na Spotify, to już w ogóle mam poczucie, że ma to więcej sensu. A czasami z tych maili potrafią wychodzić jakieś naprawdę absolutnie ciekawe i absolutnie zaskakujące dla mnie rzeczy.

Na przykład taki pojawił się wątek w jednym z maili, który ostatnio dostałam, że w gronie najbliższych znajomych tej osoby, która do mnie pisała wszyscy słuchają mojego podcastu. Dla mojego mózgu to był jakiś taki totalny szok.

No bo wiesz, jeśli jest tak, że nagrywasz coś, ale pisze czasem ktoś… No właśnie, nie mam w sumie punktu odniesienia, nie wiem jak dużo ludzie piszą do innych osób. Ja zawsze jestem miło zaskoczona, jak ktoś coś pisze i odpisuje, co znowu zaskakuje ludzi. Ale jak raz na rok sobie spojrzę na statystyki, to zwykle jestem zdziwiona tymi tysiącami, które są w tle. Człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, jak dużo osób tak naprawdę słucha tego podcastu.

Jest też jakaś taka forma samotności w tym mówieniu do mikrofonu, a później kiedy ktoś się odzywa – właśnie czy to na maila, czy w jakimś komentarzu i coś napisze, czymś się podzieli, to jest takie: wow. Po tej drugiej stronie też są aparaty białkowe w postaci ludzi. To nie tylko ja tutaj po prostu siedzę i nagrywam, tylko faktycznie ktoś tego słucha. Jacyś prawdziwi ludzie. To jest bardzo miłe.

No i właśnie sprawia, że to jest kolejny element, dzięki któremu życie nie składa się tylko z pracy. Mam nadzieję, że byłam w stanie odpowiednio jasno Ci pokazać, że w taki pośredni sposób człowiek wtedy też radzi sobie lepiej z pracą, radzi sobie lepiej z presją, jest w stanie skupić się lepiej w pracy, bo bardzo różne potrzeby my w ten sposób zaspokajamy.

A żeby mieć się dobrze, my potrzebujemy zaspokajać nasze potrzeby. Zdaję sobie sprawę, że to może brzmieć trochę trudno, w sensie jak sobie to ogarnąć, jak sobie to poukładać, żeby tak faktycznie mieć dobrze i fajnie. Odpowiedź brzmi: nie brać się za to wszystko od razu.

Ja zdaję sobie sprawę, że jest taka tendencja, żeby najlepiej wszystko od razu albo jak dopada nas przytłoczenie tym, ile wątków jest do zrobienia, to zapał spada i nie robimy nic. Sytuacja pozostaje taka jaka była. Jesteśmy w tym samym punkcie. A czasem to nie jest dobry punkt.

Wybierz najmniejszą rzecz

Nie wiem kto to powiedział, ale nie ma nic złego w byciu w ciemnej dupie. Problem się robi wtedy, kiedy zaczynamy się w niej urządzać. Róbmy co w naszej mocy, żeby się w niej nie urządzać. A żeby się nie urządzać, to potrzeba robić rzeczy krok po kroku i wybrać jakąś jedną, najmniejszą. Być może najłatwiejszą, a być może mniej łatwą, ale która zrobi różnicę, ale którą jesteś w stanie dowieść teraz w ramach swoich możliwości, którą możesz zmienić, która sprawi, że będzie Ci lepiej.

A jeśli interesuje Cię, jak przez taki proces przejść w szczegółach, krok po kroku, jak do tego podejść, jak to wszystko rozbroić, to ja przez taki proces przeprowadzam moich kursantów i moje kursantki w Akademii Skupienia, czyli w programie, który pozwala nam wypracować własny system na skupienie.

Skupienie, które jest potrzebne do tego, żeby dowozić swoje rzeczy. I tak presja jest też tym jednym z czynników, który utrudnia nam robienie tych rzeczy. Jeśli słuchasz tego odcinka w okolicach premiery, to być może jeszcze dołączenie do drugiej edycji Akademii Skupienia jest otwarte.

Możesz to sprawdzić na akademiaskupienia.pl/lista, dołączyć do listy osób zainteresowanych i tam otrzymasz do mnie informacje wszystko, co i jak. Jeśli słuchasz tego odcinka trochę później, możesz zobaczyć na akademiaskupienia.pl, kiedy będzie jakaś informacja na temat tego, kiedy będzie kolejna edycja, czy po prostu zobaczyć, jak tam ten program wygląda i też po prostu dołączyć do listy zainteresowanych, bo ja właśnie mailowo wysyłam informację o tym, kiedy otwieram możliwość do dołączenia.

Jeśli to jest coś dla ciebie ciekawego, to jak najbardziej zapraszam. Jeśli po prostu chcesz poczytać trochę więcej, bo nie chcę tutaj robić wielkiego opisu czym jest Akademia – mam od tego stronę, na którą mogę Cię zaprosić: akademiaskupienia.pl. Tam jest całkiem dużo informacji, jest też cała agenda, jak pracujemy, nad czym pracujemy, na jakiej metodzie to oparłam. Zapraszam Ciebie tam.

W odcinku wspominałam, że jeśli rośnie presja, to też rośnie stres i jeśli temat stresu Ciebie interesuje, to o ile nam się jakoś plany nie pokrzyżują, to już za dwa tygodnie będziesz mógł/będziesz mogła posłuchać rozmowy z Oliwią Zaborowską o mikrostresorach i nie tylko. Dziękuję Ci za wspólnie spędzony czas i słyszymy się, mam nadzieję, w kolejnym odcinku.


Podobał Ci się odcinek?

SPRAWDŹ NEWSLETTER
Darmowe listy o produktywności bez spiny i organizacji życia w praktyce. Bezpośrednio na Twoją skrzynkę e-mail.

Zdjęcie: Elisa Ventur


Przeczytaj też

Zostaw komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, lubię ciasteczka Czytaj więcej